Oddech. Oczy mi napuchły, z trudem przełykałam ślinę z powodu guli w gardle. Sfrustrowana własną słabością, wierzchem dłoni szybko otarłam łzy, które wbrew mojej woli spływały po policzkach. Nie mogłam dłużej o tym myśleć. Wybuchłabym.
Rozejrzałam się po pokoju, który choć mój, tak naprawdę niewiele miał ze mną wspólnego. Jasno-różowe ściany, duże łóżko z pościelą w kwiatki, białe, używane biurko z dopasowanym krzesłem, obok różowo-czarna komoda. Żadnych zdjęć na ścianach, żadnych pamiątek, które świadczyły o tym, kim byłam, zanim się tu znalazłam. To jedynie miejsce, w którym mogłam się ukryć. Przed bólem, wściekłymi spojrzeniami i słowami raniącymi jak ostrze noża.
Dlaczego tu przyszło mi żyć? Znałam odpowiedź. To nie był wybór, tylko konieczność. Nie miałam dokąd pójść, a oni nie mogli odwrócić się do mnie plecami. Byli moją jedyną rodziną, za co jednak ne mogłam być wdzięczna losowi.
Leżałam na łóżku, próbując skierować uwagę na odrabianie pracy domowej. Skrzywiłam się, kiedy sięgnęłam po podręcznik do trygonometrii. Nie mogłam uwierzyć, że moja ręka tak koszmarnie wygląda. Pewnie przez cały najbliższy tydzień znowu będę nosiła długi rękaw. Świetnie...

